Szczyt BRICS w Indiach pokazał przydatność grupy mimo podziałów
Głównym sukcesem niedawnego szczytu BRICS w Nowym Delhi był fakt, że się w ogóle odbył i że przyjęto wspólne oświadczenie.
Spotkanie liderów państw BRICS odbyło się 12–13 września, podczas prezydencji Indii, z udziałem m.in. prezydentów Rosji, Chin i Iranu. Było okazją do świętowania 20-lecia istnienia grupy. Miało też miejsce w kontekście wojny w Zatoce Perskiej i napięć między członkami – Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Iranem. Był to pierwszy poważny test dla rozszerzonego i bardziej heterogenicznego bloku państw, do których od 2024 r. dołączyły, poza Iranem i ZEA, także Egipt, Etiopia, Indonezja i Arabia Saudyjska. Dzięki bardzo ogólnikowym odniesieniom do sytuacji politycznej udało się przyjąć wspólny dokument, który jednocześnie w ogóle nie wspomina o wojnie w Ukrainie, ale poświęca dużo miejsca krytyce ataków Izraela na Palestyńczyków.
Długa deklaracja (ponad 140 paragrafów) nie zawiera przełomowych decyzji czy nowych ważnych inicjatyw i stanowi raczej zbiór wielokrotnie powtarzanych haseł. Są to wezwanie do reformy organizacji międzynarodowych i budowy świata wielobiegunowego, krytyka jednostronnych sankcji gospodarczych nakładanych poza ONZ i zapowiedź zwiększenia handlu między członkami w walutach narodowych. Największe korzyści odniosły Indie (wzmocniły rolę skutecznego mediatora i gospodarza szczytu), Rosja (pokazała, że nie jest izolowana) i Iran (zyskał platformę do krytyki USA). Mimo skromnego praktycznego postępu w wypracowywaniu nowych rozwiązań BRICS potwierdziła, że pełni rolę pomocnego mechanizmu wielostronnego, który wzmacnia głosy pojedynczych członków i postulaty państw Globalnego Południa jako całości. Nawet po rozszerzeniu BRICS pozostaje więc ważną platformą dialogu i koordynacji niezależną od mocarstw zachodnich.
