Zbliża się proces lidera opozycji w Mozambiku
Venâncio Mondlane, który – gdyby nie fałszerstwa – wygrałby wybory prezydenckie w 2024 r., będzie odpowiadać przed Sądem Najwyższym m.in. za „podżeganie do terroryzmu”.
Władza w Mozambiku niezmiennie od uzyskania niepodległości w 1975 r. pozostaje w rękach dawnego ruchu partyzanckiego, Frontu Wyzwolenia Mozambiku (FRELIMO). Z czasem ugrupowanie to – podobnie jak inne dawne ruchy wyzwoleńcze z regionu, np. z Zimbabwe czy Tanzanii – stało się typową partią władzy, skorumpowaną i skoncentrowaną na obronie własnej pozycji. Jednocześnie młode pokolenie poszukuje alternatywy, która dawałaby szanse na przeprowadzenie reform. W wyborach w 2024 r. nadzieję na zmianę uosabiał Venâncio Mondlane, który zyskał masową popularność. Zarówno przed wyborami, jak i po nich miały miejsce akty przemocy, głównie ze strony służb państwowych (m.in. zastrzelony został prawnik Mondlane, a w sumie zginęło ok. 400 osób). Ostatecznie władze ogłosiły zwycięstwo własnego kandydata, Daniela Francisco Chapo. Lider opozycji, który po okresie ukrywania się powrócił do kraju na początku 2025 r., był tolerowany, jednak kilka dni temu został poinformowany o wszczęciu postępowania przed Sądem Najwyższym, gdzie stawia mu się zarzuty kierowania przemocą okołowyborczą.
Rząd FRELIMO prawdopodobnie zakłada, że przy ograniczonym zainteresowaniu zagranicy będzie mógł odejść od dotychczasowego kruchego kompromisu i pozbyć się konkurencji. Ewentualny wyrok skazujący może doprowadzić nie tylko do uwięzienia Mondlane, ale także do wykluczenia go z kolejnych wyborów, zaplanowanych na 2029 r.
