Upadek rosyjskiego drona na rumuński Gałacz
29 maja br. rosyjski dron uderzył w dziesięciopiętrowy blok w Gałaczu, 300-tysięcznym mieście i porcie nad dolnym Dunajem, raniąc – pierwszy raz w państwie NATO – dwie osoby. Władze Rumunii wezwały sojuszników do pomocy w zabezpieczeniu dunajskiego odcinka granicy z Ukrainą.
Rosyjskie drony regularnie naruszają terytorium Rumunii, co jest efektem ataków na ukraińskie porty w Reni i Izmaile – kluczowe dla eksportu zbóż i importu paliw – na granicznym Dunaju. Od 2022 r. władze rumuńskie potwierdziły niemal takich 50 incydentów. W 2025 r. Rumunia znowelizowała przepisy, umożliwiając armii zwalczanie takich obiektów w czasie pokoju. Nie jest jasne, dlaczego tym razem dron Gierań 2, który pierwotnie atakował Reni, zmienił trajektorię i spadł na odległy o 4 min. lotu Gałacz. Rumunia nie użyła naziemnej obrony przeciwlotniczej ani lotnictwa – choć poderwała alarmowo myśliwce F-16 – obawiając się niekontrolowalnych strat na gęsto zamieszkanych terenach, zaś system antydronowy Merops był rozmieszczony na innym odcinku granicy. W reakcji na to zdarzenie Rumunia zdecydowała o zamknięciu konsulatu generalnego Rosji w Konstancy, a w późniejszym wywiadzie prezydent Nicuşor Dan nie wykluczył, że w przypadku kolejnych incydentów nastąpi wydalenie rosyjskiego ambasadora. Rumuńskie władze nie zdecydowały się jednak na uruchomienie konsultacji z sojusznikami w trybie art. 4 Traktatu północnoatlantyckiego. Wezwały ich za to do przyspieszonego wdrożenia zapadłej w lutym br. decyzji o skierowaniu środków antydronowych do obrony granicy na Dunaju do czasu, aż wprowadzą własne systemy, co jest planowane do 2028 r.
O polityce obronnej Rumunii w obliczu wojny rosyjsko-ukraińskiej pisał Jakub Pieńkowski
.jpg)
