Stany Zjednoczone przywróciły pełne sankcje wobec rosyjskiego sektora naftowego
Decyzja ta zapewne zmusi Rosję do sprzedaży ropy z większym rabatem na rynkach azjatyckich, choć jej przychody z eksportu pozostaną podwyższone do czasu ustabilizowania sytuacji w cieśninie Ormuz.
Administracja USA nie przedłużyła czasowej licencji nr 134, która do 11 kwietnia pozwalała na dostawy rosyjskiej ropy i produktów naftowych, załadowanych na statki przed wejściem w życie zwolnienia. Decyzja zapadła mimo działań dyplomatycznych Rosji — specjalny wysłannik Kiriłł Dmitrijew odbył 9 kwietnia rozmowy z przedstawicielami administracji prezydenta Donalda Trumpa. Według mediów o przedłużenie licencji wnioskowały też niektóre państwa azjatyckie, m.in. Indie i Filipiny, które importują rosyjski surowiec. Marcowe złagodzenie sankcji nie obniżyło cen ropy, choć taki był oficjalny cel USA, za to przyniosło Rosji duże korzyści finansowe. Według danych CREA rosyjskie przychody z podatku od sprzedaży ropy i produktów ropopochodnych za marzec wzrosły o 114% m/m, osiągając 7,4 mld euro, a łączna wartość eksportu surowców wyniosła 11,6 mld euro. Dyskonto ropy Urals zmniejszyło się o połowę względem lutego, do średnio 6,4 dol. za baryłkę poniżej Brent. Powrót do pełnych sankcji oznacza konieczność oferowania przez Rosję większych zniżek cenowych, co ograniczy jej potencjalne zyski. Jednocześnie, dopóki trwa konflikt w rejonie cieśniny Ormuz, azjatyccy odbiorcy nadal będą kupować rosyjską ropę z powodu niedoborów.

Analiza przygotowana we współpracy z Marią Kaczmarską.
