Sekretarz stanu USA na spotkaniu przywódców państw CARICOM

27.02.2026

Marco Rubio jako jeden ze specjalnych gości 50. szczytu Wspólnoty Karaibskiej (CARICOM) 25 lutego br. przekonywał państwa regionu do ściślejszej współpracy z USA. Karaibskie rządy różnią się jednak podejściem do relacji z tym państwem.

Rubio argumentował, że jego przyjazd na szczyt CARICOM w Saint Kitts i Nevis – druga już jego wizyta na Karaibach jako sekretarza stanu – to potwierdzenie, że uznaje on region za swój osobisty priorytet. Próbował przekonywać karaibskich partnerów do ściślejszej współpracy z USA, wyróżniając walkę z gangami oraz bezpieczeństwo energetyczne jako wspólne wyzwania. Bronił polityki USA wobec Wenezueli, ale nie odniósł się do ich obecnej presji na reżim na Kubie. Podkreślał natomiast pierwszoplanowe znaczenie administracji Trumpa w próbach zapanowania nad kryzysem na Haiti. Wyróżnił Gujanę, Surinam oraz Trynidad i Tobago jako ważnych eksporterów ropy, krytykując poprzednie administracje za nacisk na rozwój odnawialnych źródeł energii. Deklaracje sekretarza stanu służyły wyraźnie uzasadnianiu i pozyskaniu akceptacji dla wizji USA na temat odbudowy ich zaangażowania i wpływów na zachodniej półkuli. Te oczekiwania i naciski administracji Trumpa na państwa karaibskie w sprawie kontroli migracji, walki z przemytem czy rozluźnienia bliskich relacji z Kubą pogłębiają rozbieżności w ramach CARICOM. Najpoważniejszym przejawem tego rozdźwięku jest otwarte poparcie władz Trynidadu i Tobago dla polityki USA, w tym ich rosnącej obecności wojskowej na Karaibach.

O brutalizacji polityki USA wobec Ameryki Łacińskiej pisał Bartłomiej Znojek