Mołdawskie służby demaskują znaczenie rosyjskiego arsenału w Naddniestrzu

25.08.2026

21 sierpnia br. mołdawskie Służba Bezpieczeństwa i Wywiadu oraz Agencja Wywiadu Wojskowego opublikowały raport nt. rosyjskiego składu amunicji w Kołbasnej (Cobasna) w Naddniestrzu. Obala on mity wykorzystywane przez Rosję i separatystów do uzasadniania obecności wojsk rosyjskich w regionie.

Mołdawia żąda ewakuacji ze swojego terytorium rosyjskich żołnierzy i amunicji zgodnie ze zobowiązaniem ze szczytu OBWE w 1999 r. w Stambule. W 2004 r. Rosja wstrzymała jednak transporty amunicji, przy czym powoływała się na obawy Naddniestrza, a także niezgodę Ukrainy na przewóz – wbrew zasadom bezpieczeństwa – zmontowanej amunicji. W rzeczywistości aż do 2018 r. Ukraina oferowała utworzenie korytarza ewakuacyjnego pod nadzorem OBWE i ONZ. Faktycznym celem Rosji było jednak zachowanie w Naddniestrzu 750-osobowego kontyngentu (obok rosyjskich sił pokojowych) wbrew prawu międzynarodowemu, oficjalnie w celu ochrony arsenału. Siły te nie są zdolne do działań ofensywnych, ale wiążą częściowo uwagę ukraińskich wojsk i służb na zapleczu frontu. Według władz Rosji i separatystycznego Naddniestrza skład stanowi zagrożenie regionalne, a jego wybuch miałby moc porównywalną z wybuchem bomby atomowej nad Hiroszimą. W okresie ZSRR był to jeden z głównych arsenałów artyleryjskich w Europie Środkowej, do którego po 1989 r. ewakuowano także pociski z NRD i Czechosłowacji. Rosyjskie władze twierdzą, że nadal znajduje się w nim ok. 20 tys. ton amunicji, ale od 2006 r. inspekcje OBWE nie są tam dopuszczane. Służby mołdawskie wykluczają jednak katastrofalny scenariusz. Szacują, że materiałów wybuchowych jest tam tylko 2 800 t, a 11 200 t stanowią łuski, opakowania itp., a co więcej, przypadkowa jednoczesna eksplozja arsenału jest mało prawdopodobna, zaś jej siłę rozproszyłoby ukształtowanie terenu i oddalenie miejscowości.

O potencjale wojskowym Mołdawii i Naddniestrza pisał Jakub Pieńkowski