Mijają dwa tygodnie od zawarcia porozumienia między Iranem a USA 17 czerwca br.
Mimo kilkukrotnej wymiany ognia nie doszło do załamania zawieszenia broni, ale dotychczasowe rozmowy nie przyniosły też przełomu. Jest coraz mniej prawdopodobne, że ostateczne porozumienie będzie wypracowane w ciągu zapowiadanych 60 dni.
Do tej pory doszło do jednej tury rozmów na najwyższym szczeblu – 21 czerwca odbył się szczyt nad Jeziorem Czterech Kantonów, w którym wzięli udział m.in. amerykański wiceprezydent J.D. Vance, irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi i przewodniczący parlamentu Islamskiej Republiki Mohammad Bagher Ghalibaf. W trakcie tego spotkania opracowano mechanizm dalszych rozmów: powołano komitet nadzorujący, ustanowiono stały kanał komunikacji i stworzono podgrupę odpowiadającą za deeskalację wojny w Libanie. 29 czerwca Irańczycy spotkali się z Omańczykami w sprawie ustalenia modelu zarządzania cieśniną Ormuz.
Jednocześnie jednak między 25 a 28 czerwca doszło do kilkukrotnej wymiany ognia spowodowanej atakiem Iranu na statek towarowy, który miał poruszać się po nieautoryzowanej trasie w cieśninie. Na niekorzyść trwającego procesu pokojowego niezmiennie działa również wojna w Libanie. Chociaż 26 czerwca ogłoszono ramy kolejnego porozumienia izraelsko-libańskiego, Hezbollah je odrzucił, a ataki izraelskie nadal trwają. Nie pojawiły się również dotąd sygnały dotyczące przełomu w sprawie pozostałych punków porozumienia. Z tego względu strony konfliktu są niechętne do przystępowania do kolejnych rund negocjacji, a wyznaczony dwumiesięczny termin ostatecznego porozumienia staje się coraz mniej realistyczny. Niepewne jest także, czy wypracowane rozwiązania uda się wprowadzić w życie. W tym zakresie największym wyzwaniem będzie zakończenie izraelskiej okupacji południowego terytorium Libanu, ponieważ Izrael kilkukrotnie oświadczał, że nie uznaje się za związanego umowami między Iranem a USA.
