• Wersja dla niedowidzących
  • wersja mobilna
  • e-Księgarnia
  • RSS
  • Dołącz do nas na Facebook
  • Dołącz do nas na Twitter
  • Dołącz do nas na Flickr
  • Oglądaj nas na YouTube
  • Dołącz do nas na Instagram
  • PISM English version
  • ПИМД Российская версия
Strona główna > Publikacje > Biuletyn PISM > Sojusz Północnoatlantycki w polityce zagranicznej Francji

Sojusz Północnoatlantycki w polityce zagranicznej Francji

font lower
font default
font bigger
podziel się:
facebook
twitter
gogole+
linkedin

 

16 kwietnia 2004
Edyta Posel-Częścik
nr 15 (203)

Francja była jednym z państw, które 4 kwietnia 1949 r. podpisały traktat powołujący do życia Sojusz Północnoatlantycki, a wkrótce potem włączyła się w budowanie zintegrowanej struktury wojskowej Sojuszu – NATO. W 1966 r. prezydent Charles de Gaulle zdecydował o wycofaniu swego kraju z NATO. Występując z wojskowych struktur, V Republika nigdy nie przestała być członkiem Sojuszu. Francja znajduje się w czołówce sojuszników europejskich, jeśli chodzi o przystosowanie swych sił zbrojnych do zwalczania nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa międzynarodowego[1]. Jej wydatki na obronę wynoszą rokrocznie około 2% PKB, co stawia V Republikę na drugim – po Wielkiej Brytanii – miejscu wśród europejskich członków Sojuszu. W przeciwieństwie jednak do Wielkiej Brytanii, Francja często jest postrzegana jako enfant terrible Sojuszu Północnoatlantyckiego. Sytuacja ta jest wynikiem czynników nie wojskowych, lecz politycznych, przede wszystkim zaś konsekwentnych wysiłków Francji zmierzających do wyrównania podziału wpływów w Sojuszu Północno­atlantyckim.

Stanowisko Francji w Sojuszu staje się zrozumiałe dopiero po dokonaniu analizy najważniejszych założeń polityki zagranicznej i bezpieczeństwa tego kraju. W prze­ciwieństwie do większości innych państw Europy Zachodniej, które w XX w. utraciły swoje posiadłości kolonialne i po pewnym czasie pogodziły się z obniżeniem swego znaczenia w stosunkach międzynarodowych, Francja jak dotąd nie zrezygnowała z mocarstwowych aspiracji. W praktyce oznacza to, iż po pierwsze, jej polityka zagraniczna ma zasięg światowy, a interesy wykraczają (choć w różnym stopniu) poza Europę; po drugie, chcąc utrzymać wizerunek mocarstwa, Francja stale musi udowadniać zdolność do opierania się zewnętrznym wpływom i raczej dyktować warunki innym państwom niż ich dyktatowi ulegać. Dążenia te o wiele prościej jest realizować na forum UE, gdzie Francja wraz z Niemcami inicjuje coraz głębszą integrację, niż w Sojuszu. Niełatwe próby zwiększania francuskich wpływów w tej ostatniej organizacji były podejmowane od początku istnienia Sojuszu, gdy Stany Zjednoczone były niekwestionowanym przywódcą państw demokratycznych. Obecnie jest to jeszcze trudniejsze, gdyż USA są jedynym światowym mocarstwem, górującym nad innymi państwami pod względem ekonomicznym, technologicznym, militarnym oraz pod względem wpływów kulturowych. W dodatku obydwa narody wierzą w swą wyjątkową misję cywilizacyjną, a właśnie Sojusz jest dla Francji najważniejszym, oprócz Rady Bezpieczeństwa ONZ, forum, na którym może ona określać swoje stanowisko wobec przywództwa USA oraz próbować to przywództwo modyfikować. Działania podejmowane na obu forach stwarzają także Francji możliwość formowania grup państw kontestujących politykę USA i obejmowania nad nimi nieformalnego patronatu. Relacje dwustronne ze Stanami Zjednoczonymi, z oczywistych względów, takich możliwości nie dają.

Skoro jednak obydwa państwa zawarły sojusz i w nim pozostają, musi istnieć między nimi choćby podstawowa wspólnota wartości i interesów. Demokracja, rządy prawa, wolność jednostki, dążenie do stabilności i dobrobytu to wartości podzielane przez wszystkich sojuszników, choć interpretacja tych wartości bywa różna. Symbo­licznym dowodem tej wspólnoty było pełne poparcie przez Francję działań USA w kryzysowych momentach zimnej wojny, a także tuż po 11 września 2001 r.

Podobnie definiowane są również główne zagrożenia dla bezpieczeństwa, z terro­ryzmem na czele. Francja i USA mają natomiast odmienne poglądy na temat metod ich zwalczania. Stany Zjednoczone, z uwagi na posiadany potencjał, mogą sobie pozwolić na działania unilateralne, co więcej, coraz częściej wybierają taki sposób działań ze względu na ich efektywność, nadając im formę koalicji chętnych[2]. Francja dąży do multilateralizmu, gdyż w ramach wielostronnych instytucji bezpieczeństwa jej głos jest równoważny amerykańskiemu. Stąd francuskie dążenia do umocnienia prymatu Rady Bezpieczeństwa ONZ i jej monopolu na legalizację użycia siły w sto­sunkach międzynarodowych. Z tego też powodu, po zakończeniu zimnej wojny, Francja proponowała uczynić KBWE/OBWE główną instytucją odpowiedzialną za bezpieczeństwo w Europie, gdyż na jej forum przywództwo USA także byłoby o wiele mniej wyraźne niż w Sojuszu.

Politykę Francji wobec Sojuszu od początku lat dziewięćdziesiątych podzielić można na trzy fazy. Prezydent F. Mitterand prowadził politykę dystansowania się, co miało zapobiec nadaniu NATO większego znaczenia politycznego kosztem lanso­wanej przez niego Konfederacji Europejskiej. Szybko okazało się jednak, że to Sojusz Północnoatlantycki stosunkowo najlepiej radzi sobie z nowymi zagrożeniami, a także stanowi najbardziej atrakcyjną platformę współpracy nowych demokratycznych państw europejskich. Dystansowanie się mogłoby zatem być szkodliwe dla interesów Francji, gdyż część decyzji zapadała w gremiach wojskowych, w których pozostająca poza NATO V Republika nie uczestniczyła.

Po wyborach prezydenckich wygranych przez J. Chiraka rozpoczęto zatem stara­nia o „partnerstwo w przywództwie” i stopniowy powrót do NATO. W grudniu 1995 r. przedstawiciel Francji zaczął brać udział w spotkaniach Komitetu Wojskowego, a jej minister obrony w zebraniach ministrów obrony państw Sojuszu. Korzyści okazały się jednak ograniczone. Popierany przez Francję proces budowy Europejskiej Tożsa­mości w dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony (European Defence and Security Identity – ESDI), europejskiego filaru NATO, toczył się bardzo wolno. Nie został też osiągnięty cel, jakim miało być powierzenie europejskiemu oficerowi regionalnego dowództwa w Europie Południowej. Rozszerzenie NATO o Polskę, Republikę Czeską i Węgry, państwa mające opinię bardzo proamerykańskich, oraz pominięcie w tej fazie rozszerzenia m.in. Rumunii, Francuzi przyjęli bez entuzjazmu. W tej sytuacji w 1997 r. Francji przestała dążyć do powrotu w zintegrowane struktury wojskowe Sojuszu. Nie oznacza to bynajmniej, że zrezygnowała ze starań o równowagę wpływów w Sojuszu i o zmianę sposobu sprawowania amerykańskiego przywództwa.

Rezygnując z powrotu do NATO, Francja nie wycofała się z najważniejszych gremiów wojskowych, stąd bez jej udziału nie zapadną żadne najpoważniejsze de­cyzje. Dzięki porozumieniu z Wielką Brytanią oraz Niemcami rozwija ESDI w formie Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (European Security and Defence Policy – ESDP) w Unii Europejskiej. Jako jedno z największych państw członkowskich UE i „motor” integracji europejskiej Francja ma o wiele większy wpływ na kształt ESDP, niż miała na ESDI w ramach NATO, więc przez przyspieszenie integracji politycznej w UE stara się wzmocnić swoją pozycję przetargową w stosunkach transatlantyckich, a tym samym mieć większy wpływ na ewolucję NATO.

Dodać tu należy, że paralelna integracja państw europejskich w dwóch instytucjach zajmujących się bezpieczeństwem (NATO i UE) nieuchronnie rodzi problemy z po­działem odpowiedzialności tychże instytucji. Ostre reakcje Francji na tzw. list ośmiu oraz na przyłączenie się członków i kandydatów do członkostwa w UE do koalicji antysaddamowskiej były jednak nie, jak komentowali niektórzy, objawem sprzeciwu wobec rodzącego się zagrożenia partykularnych interesów Francji na Bliskim Wschodzie, lecz przejawem niezadowolenia z marginalizacji instytucji, takich jak ONZ, Sojusz Północnoatlantycki i, pośrednio, Unia Europejska, poprzez które Francja w dużym stopniu realizuje swoją politykę wobec USA.

Paradoksalnie, kryzys iracki i spór między USA a „starą Europą” może przynieść pozytywne rezultaty. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Francja przekonały się o ograniczeniach swojego przywództwa (w NATO i UE). Po zakończonych sukcesem operacjach wojskowych (obalenie reżimu Husajna, a przedtem reżimu talibów) rozpoczął się długotrwały i kosztowny proces odbudowy, a najpoważniejszy konflikt na Bliskim Wschodzie wciąż czeka na rozwiązanie. Nie zakończyła się też amerykańska „wojna z terroryzmem”. Stąd hasła o „przebaczeniu Rosji, izolowaniu Niemiec i ukaraniu Francji”, czy o „izolowaniu Francji w Europie” należy traktować z dużą rezerwą. Sojusz Północnoatlantycki bardziej niż kiedykolwiek od zakończenia zimnej wojny potrzebny jest obydwu stronom – Stanom Zjednoczonym, by zmniejszył ich koszt sprawowania światowego przywództwa, Francji zaś (a także innym europejskim sojusznikom, w przyszłości być może UE jako całości), by mogła wpływać na kształt tego przywództwa i z czasem stać się wspólnie z innymi pań­stwami europejskimi w tym przywództwie partnerem.


[1] Por. E. Posel-Częścik, Polityka obronna Francji, „Biuletyn” (PISM), Seria Z, nr 61 – 2002.

[2] Patrz A. Zdrada, Pojęcie coalition of the willing w polityce Stanów Zjednoczonych, „Biuletyn” (PISM), nr 4 (192) z 3 lutego 2004 r.

203
203 (305 KB)

 


 
Portal PISM wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności portalu. zamknij